Ten More Ways
Z życia firmy

Nasz sposób na przejazd przez wąskie ronda

Autor Tomasz Kwiatkowski, Specjalista ds. załadunku·20 grudnia 2024·4 min czytania

Zapomnij o nawigacji satelitarnej, kiedy wieziesz konstrukcję stalową o szerokości 6 metrów. Na trasie pod Płońskiem czy Rawą Mazowiecką to nie algorytm decyduje o sukcesie, ale fakt, czy zmierzyliśmy krawężnik zwykłą, metalową taśmą. Wyjaśnię, dlaczego w Ten More Ways wierzymy w spacer przed jazdą i jak radzimy sobie tam, gdzie brakuje dosłownie kilkunastu centymetrów asfaltu.

Zaczynamy od miarki, nie od silnika

Większość problemów na trasie wynika z zaufania do nieaktualnych map. W lipcu 2024 roku przygotowywaliśmy transport zbiornika do browaru pod Poznaniem. Na mapach rondo wyglądało na szerokie, ale rzeczywistość pokazała, że nowa wysepka z granitową kostką zabrała dokładnie 32 cm marginesu błędu. Gdybyśmy wjechali tam 'na pewniaka', zablokowalibyśmy ruch na 6 godzin i zniszczyli opony w naczepie, z których każda kosztuje około 3900 złotych. Dlatego nasz zespół zawsze wykonuje objazd trasy samochodem osobowym na dwa dni przed planowanym startem transportu.

Podczas takiego rekonesansu nie patrzymy tylko na szerokość jezdni. Sprawdzamy wysokość znaków, nachylenie pobocza i to, czy latarnie nie są wygięte w stronę drogi. W zeszłym roku na trasie S7 znaleźliśmy miejsce, gdzie gałęzie starych dębów zwisały o 40 cm za nisko dla naszego ładunku. Musieliśmy wystąpić o zgodę na przycięcie pielęgnacyjne, co zajęło nam 4 dni robocze, ale uratowało lakier na maszynie wartej 2 miliony złotych. Policzymy to na chłodno: 4 dni papierkowej roboty kontra ogromne odszkodowanie.

Konkret na stole: w promieniu 100 km od Warszawy znamy niemal każde problematyczne skrzyżowanie. Mamy własną bazę 14 krytycznych punktów, gdzie standardowe naczepy nie przejadą bez asysty. To pozwala nam podać realną cenę w 24 godziny, bo nie musimy zgadywać, czy przejedziemy, czy będziemy musieli nadrabiać 60 km drogi bocznymi trasami przez wioski, gdzie mosty mają nośność tylko do 12 ton.

Spacer z miarką po rondzie o drugiej w nocy wygląda dziwnie, ale to jedyny sposób, by uniknąć blokady trasy na pół dnia.
Zaczynamy od miarki, nie od silnika

Hydraulika, która ratuje skórę na łukach

Kiedy rondo jest obiektywnie za ciasne, do akcji wchodzą nasze naczepy ze sterowanymi osiami. To nie jest magia, tylko czysta mechanika wspierana przez hydraulikę. Operator, idąc obok zestawu, trzyma w ręku pilota i skręca kołami naczepy niezależnie od ruchów ciągnika. Pozwala to na tak zwany 'psu chód' lub ekstremalne łamanie zestawu, dzięki czemu tył naczepy nie ścina zakrętu, tylko jedzie dokładnie po zewnętrznej krawędzi asfaltu. Wykorzystaliśmy to podczas przewozu przęsła mostu w okolicach Grójca w październiku 2024 roku.

Wspomniane przęsło miało 28 metrów długości. Standardowy tir potrzebowałby tam pola manewru wielkości boiska piłkarskiego. Dzięki osiom skrętnym o kącie 47 stopni, nasz kierowca, pan Andrzej, był w stanie zmieścić się na rondzie o średnicy zaledwie 34 metrów. Cały manewr trwał 12 minut, podczas gdy pilot sterował tyłem zestawu z dokładnością do 5 centymetrów od barierek energochłonnych. Bez zbędnego gadania – to jest technika, która odróżnia zwykły transport od logistyki ciężkiej.

Warto dodać, że sterowanie hydrauliczne wymaga regularnego serwisu. W Ten More Ways mamy 5 własnych zestawów, które co 3 miesiące przechodzą przegląd układów ciśnieniowych. Nie stać nas na awarię sterowania w samym centrum skrzyżowania. Ostatnia naprawa siłownika w marcu 2024 kosztowała nas 8400 złotych, ale dzięki temu mamy pewność, że sprzęt nie zawiedzie, gdy trzeba będzie manewrować między nowymi Mercedesami w korku.

Hydraulika, która ratuje skórę na łukach

Demontaż znaków to nie wandalizm, to konieczność

Czasami technika nie wystarczy i trzeba fizycznie usunąć przeszkodę. Najczęściej padają znaki drogowe 'ustąp pierwszeństwa' lub tablice kierunkowe na wyspach rond. Mamy na to oficjalne zgody od GDDKiA lub lokalnych zarządów dróg. Proces jest prosty: przed przejazdem nasi pracownicy odkręcają znaki, a tuż po przejechaniu ostatniego auta osłony (pilota), montują je z powrotem. W czerwcu 2023 roku na jednej tylko trasie z Warszawy do Radomia musieliśmy zdjąć i założyć 19 znaków w ciągu jednej nocy.

Ważne jest to, że nie zostawiamy po sobie bałaganu. Każda śruba musi wrócić na swoje miejsce, a znak musi stać prosto. Zdarzyło się nam kiedyś, że firma podwykonawcza innej firmy zostawiła znak leżący w rowie, co skończyło się mandatem i utratą zaufania urzędników. My pilnujemy tego osobiście. Nasz zespół techniczny posiada klucze o 4 różnych rozmiarach i specjalne smary, żeby montaż trwał nie dłużej niż 3 minuty na jeden słupek. Trasa sprawdzona w terenie to także trasa posprzątana.

Bywa też, że musimy demontować sygnalizatory świetlne. To już wyższa szkoła jazdy, bo wymaga obecności elektryka i często czasowego wyłączenia napięcia w całej sekcji. Koszt takiej operacji to zazwyczaj od 1200 do 2800 złotych za jeden punkt, ale przy ładunkach o wysokości powyżej 4,8 metra nie ma innej drogi. W kwietniu 2024 roku przy transporcie elementów hali produkcyjnej musieliśmy podnieść linię energetyczną niskiego napięcia przy pomocy specjalnych tyczek dielektrycznych.

Zdejmujemy 19 znaków w jedną noc i montujemy je z powrotem przed świtem. Nikt rano nie widzi, że przejechaliśmy.
Demontaż znaków to nie wandalizm, to konieczność

Rola pilota przy 4 kilometrach na godzinę

Kiedy naczepa wchodzi w rondo, kierowca w lusterkach widzi tylko ogromną ścianę swojego ładunku. Jest ślepy na to, co dzieje się przy prawym krawężniku. Tutaj kluczowy jest pilot. To człowiek, który idzie obok kabiny lub stoi z tyłu zestawu i przez radio podaje komendy: 'pół metra w lewo', 'trzymaj tak', 'stop'. To praca wymagająca stalowych nerwów, zwłaszcza gdy za zestawem stoi kolejka 40 zdenerwowanych kierowców osobówek, którym spieszy się do domu.

Nasi piloci to ludzie z co najmniej 6-letnim stażem. Nie zatrudniamy przypadkowych osób z ogłoszenia. Praca przy transporcie o masie 64 ton wymaga wzajemnego zaufania. Jeśli pilot powie 'jedź', a kierowca usłyszy 'stój', możemy mieć katastrofę. Dlatego używamy profesjonalnych radiotelefonów z redukcją szumów otoczenia, żeby ryk silnika nie zagłuszał komunikatów. W Ten More Ways mamy 3 stałe pary kierowca-pilot, które rozumieją się bez słów.

Często pilot musi też pełnić rolę psychologa i negocjatora. Agresywni kierowcy próbujący wcisnąć się przed 20-metrowy zestaw to codzienność. Nasz pilot, pan Marek, w maju 2024 roku musiał zablokować własnym autem wjazd na rondo, bo kierowca dostawcy pizzy uznał, że zmieści się pod burtą naszej naczepy. Bezpieczeństwo ładunku i innych ludzi jest dla nas absolutnym priorytetem, nawet jeśli oznacza to wysłuchiwanie kilku przekleństw przez okno samochodu.

Rola pilota przy 4 kilometrach na godzinę

Planowanie kosztów – co wchodzi w cenę?

Klienci często pytają, dlaczego przejazd przez 5 rond na trasie 100 km podnosi cenę transportu o 15-20%. Odpowiedź jest w liczbach: dodatkowi ludzie do demontażu znaków, czas potrzebny na precyzyjne manewry (często 30 minut na jedno rondo zamiast 30 sekund) oraz ryzyko uszkodzenia sprzętu. W sierpniu 2024 roku przygotowaliśmy wycenę dla klienta z branży agro. Pokazaliśmy mu czarno na białym: wybierając dłuższą drogę o 43 km, omijamy 3 ronda i oszczędzamy 2200 złotych na samej asyście technicznej.

W Ten More Ways nie ukrywamy tych kosztów. Każda wycena zawiera rozbicie na paliwo, zezwolenia, pilotaż i ewentualne prace drogowe. Jeśli wiemy, że na trasie jest rondo, którego nie da się 'przeskoczyć' bez demontażu lampy, mówimy o tym od razu. Nie ma nic gorszego niż doliczanie 3000 złotych do faktury po wykonanej usłudze, bo 'coś wyszło na trasie'. U nas konkret ląduje na stole przed podpisaniem zlecenia.

Z naszych statystyk wynika, że 83% opóźnień w transporcie ponadgabarytowym wynika ze złego rozpoznania punktów krytycznych. My ograniczyliśmy ten margines do minimum. W całym 2023 roku mieliśmy tylko 2 przypadki, gdzie musieliśmy zmienić plan w trakcie jazdy, oba spowodowane nagłymi robotami drogowymi, o których zarządca drogi zapomniał nas poinformować. To solidny wynik jak na polskie warunki drogowe.

Planowanie kosztów – co wchodzi w cenę?